witam serdecznie, mam nadzieję, że ten pierwszy rozdział pisany na bieżąco nikogo nie odstraszy, a raczej stanie się zachętą. pozdrawiam i ściskam mocno!
~
Chantell
Wypuściłam szarawy dym z ust i westchnęłam. Mieszkam z Leą już od roku, a tyle się pozmieniało, ona zaś stała się dla mnie tak bliską osobą...Nie mogłam tego pojąć. Strząchnęłam popiół i pomasowałam delikatnie swoje skronie. Dzisiaj jest...cholera, czwartek, dobrze myślę? Nie, wróć. Piątek, tak piątek na sto procent. Boże, jak ja się cieszę, że pracuję. Tak, pracuję, bo siebie przy książkach nie widzę. Jestem młoda, ale dajmy już sobie spokój. Jest 82 rok, mieszkam w Los Angeles i nikt normalny w moim wieku już nie chodzi do szkoły. Młodzież próbuje się wybić, chcą zostać gwiazdami kina, rocka, wybiegu no i nawet ulicy. A ja? Ja chcę się tylko utrzymać jakoś, ruszyć do przodu, nie przejmować się przeszłością, która krok w krok podąża za mną.
Zerknęłam na zegarek, za chwilę powinna wrócić Leanna, a ja skierować swoje dupsko do łazienki. Tak też zrobiłam i zaczęłam robić makijaż, jak zwykle.
-Cześć, Piękna!-usłyszałam charakterystyczny, całkiem niski, jak na kobietę głos.
-I jak było?-spytałam, nawet nie drgając, gdy smarowałam swoje rzęsy czarną maskarą.
-Wiedziałam, że ten cholerny modeling mi się na coś przyda!-niemalże krzyknęła, siadając na brzegu wanny. Czyli szykowała się do pełnometrażowej relacji, więc wytężyłam słuch. Swoją drogą Lea była piękną, niebieskooką, naturalną blondynką z nienaturalnie długimi, bo aż do nieba, szczupłymi nogami i piesiami, które operacyjnie wyglądają jak soczyste, odstające cytryny, żeby już nie powiedzieć arbuzy.-Wiesz, miałam dzisiaj sesję zdjęciową no i dzisiaj po raz kolejny wpadł do mnie Tommy, tym razem nie mieli sesji i co lepsze, pojawił się sam, bez tych swoich kolegów. Rozumiesz? On wydaje się być wprost idealny i mamy, tak my kochana, mamy zaproszenie na ich koncert. Coś tam opowiadał mi, że zrezygnowali z Leathura i teraz przeszli do Elektry, dzięki czemu dziś zagrają w Whisky a Go Go.
-Mam do pracy.-mruknęłam cicho, poprawiając ciemną kredką kształt brwi. Nie byłam naturalną blondynką, z tyłu miałam cieniowane przejście swojego naturalnego koloru włosów...No może nie do końca, bo nie był to kruczoczarny, ale wszystko jest lepsze od czarnego, który bez toku mnie postarzał.
-Chanti, przeżywasz! Obok tego swojego monopolowego zaraz jest Whiskey i całe Sunset Strip, jest piątek dlatego...
-Dlatego nie dadzą mi wolnego, Lea.-przerwałam jej ostro.-Poza tym, wolę sobie popracować, a doskonale wiesz, że nie leję w majtki i nie czekam pod Go Go od pięciu godzin, żeby dostać się do środka, nie chce przespać się z żadnym z członków...
-Nawet ich nie widziałaś!
-Widziałam, gdzieś w telewizji leciała ich jakaś tam piosenka.-burknęłam, nieco zirytowana.
-Tak, Chantell nawet nie wiesz jaka. Czasami zachowujesz się jak taka mała, zbuntowana dziewczynka. Wszyscy są niesamowicie przystojni kochana, myślę, że każdy z nich zainteresowałby się Tobą!
-Nie przesadzaj, jeszcze dobrze widzę na oczy. No i starczy mi facetów, a ich muzyka...
-No co "ich muzyka"?-blondynka z głupim uśmiechem papugowała mnie doszczętnie, aż w duchu cieszyłam się, że zaraz uciekam do pracy.
-...to, że sam tekst... Czekaj, jak to szło... I'll either break her face, or take down her legs mówi dosadnie wiele.-mruknęłam wychodząc z łazienki. Leanna tylko roześmiała się, klepnęła mnie w tyłek i stwierdziła, że to jest podniecające. Potem coś też marmotała, że grają również inne utwory, ale nie będę jej krytykować, jest po prostu zakochana, tak?
Tommy
-Czyżby Lee się nam zauroczył?-zanucił przeciągliwie blondyn, poprawiając swoje tlenione kosmyki w lustrze.
-Spokojnie, po ruchaniu mu przejdzie.-skwitował krótko brunet z perfekcyjnie dopracowanym tapirem.
-Stary, tym razem chyba to tak na poważnie...Jest świetna, poznacie ją dzisiaj! Zaprosiłem ją i jej koleżankę, ale nie wiem czy przyjdą. Lea tak, no bo kurwa...nie ma innego wyboru, inaczej się pogniewamy, ale nie wystawi mnie. Widzę to po jej oczach, rozumiesz to? Seksbomba, do cholery, jak nie lepiej!- ekscytowałem się tym, że nie mogłem usiedzieć na miejscu. I w dupie, głęboko, kurwa, w dupie miałem te ich spojrzenia. Szczególnie Sixxa. Nie czaje tego typa, po prostu rozumiecie, że nie wiem jaki on ma problem? To, że zrobiliśmy się sławni i mamy fanki, nie czyni z niego boga, bo co to nie on? Poczekajmy, aż on jakąś laską będzie się jarał, a co! Aż zrobię pierdoloną lalkę voodoo i będę ją czcił codziennie wieczorem, żeby ta dupcia mu odmówiła, to zejdzie mi chłopina na ziemie.
Nikki
Koncert okazał się kurwa wydarzeniem miesiąca. Bilety wyszły, jeszcze z dwadzieścia gorących lasek czekało na zewnątrz, ale nie mam pojęcia, gdzie się one podziały. Może dostały się do środka po koncercie? Mniejsza o to. Ta nowa dziunia Tommy'ego okazała się całkiem niezłą dupą, widziałem, że już Vince dostał pieprzonego ślinotoku na jej widok. To jego typ, wiecie nogi do nieba, tyłek, cyce jak donice, blond włosy, pełne wargi to i Neil zaczyna używać swojej drugiej głowy, tej poniżej pasa. Nie mówię, że to źle, bo każdy z nas korzysta z życia i mokrych...żeby już brzydko się nie wyrażać. Boże, Sixx od kiedy Ty patrzysz na brzydkie słownictwo? Jeszcze używasz słowa b r z y d k i e? Chuj, muszę przestać gadać sam ze sobą w myślach, bo patrzę, że już mi się w głowie nieźle pierdoli. Ta Lena, Lea czy jak jej tam powiedziała, że blisko nas jest nowy monopolowy i jej ta koleżaneczka tam pracuje.
-Dobra, po drodze możemy zajść po jakiś towar...-mruknąłem idąc przed siebie i odpalając fajka. Nic się nie stanie, jak się przejdziemy. Z Sunset mamy blisko na Clarka, a tam Elektra wynajęła nam ten śmietnik, zwany Motley House'm. Ja już powiedziałem, koncert góra dwa się wyprowadzam. Ale chyba to zrobi szybciej Mick, Tommy pewnie zaraz ulokuje się gdzieś z tą swoją blondi, a Vinnie? Ten to znajdzie sobie znowu bogatą dupę i będzie żerował, może nawet się ożeni i dostanie spadek? Nie, to nie moja głupia wyobraźnia. On już takie pomysły wykładał na ladę. Wyrzuciłem niedopałka i wszedłem z Tommym i tą nową do alkoholi. W radiu leciało Calling dr Love, więc się uśmiechnąłem. Myślę, że jak taki będzie klimat, to stanę się częstym klientem. Taaaaak, to pewne, że się stanę, bo mój wzrok powędrował na malutka istotkę stojącą za kasą. Złapałem z nią kontakt wzrokowy, a raczej ją już rozbierałem, poruszając ustami do tekstu piosenki "...you need my love baby, oooh so bad you're not the only one I've ever had [...] so if you please g e t o n y o u r k n e e s". Tak, robiłem to celowo, dodatkowo uśmiechając się jak skurwiel, kiedy widziałem spojrzenie dziewczyny.
-Chanti, to Tommy! A tam stoi Nikki!-wręcz pisnęła nowa panna Lee, chyba serio była podekscytowana moim Terror Twinsem i tą całą sytuacją. Ja byłem równie zainteresowany, jak ona, ale nie ich pączkującym związkiem, tylko panienką za ladą.
Chantell
Modliłam się, żeby Lea nie przychodziła. Nie to, żeby mnie irytowała, albo żebym się jej wstydziła. Po prostu wiem, jaka potrafi być kiedy się napije. Ale czy to możliwe, żeby aż tak ryzykowała przy tym swoim Tommym? Z zamyślenia wyrwał mnie delikatny dzwonek otwieranych drzwi...I no o wilku mowa. W sumie się uśmiechnęłam widząc ją i tego wysokiego perkusistę. Chyba pasowali do siebie. No i ten jak to określiła Lea, Nikki. Cholera, jego obecność mnie dziwnie krępowała. Starałam się ignorować jego osobę, sprzedałam Tommy'emu i Leannie cztery paczki papierosów i dwie flaszki. W sumie dzisiaj miałam spory ruch, jak na nowo otwarty sklep.
-Uważaj Sixx, ona jest młodziutka!-zarechotał Lee, widząc, że brunet ani rusz wyjść za drzwi razem z nimi. Zrobiło mi się niemiłosiernie gorąco, jego ostry wzrok przenikał mnie na wylot, a ja nie mogłam z tym za wiele zrobić.
-Hm, młodziutka mówisz? Jak zgadnę Twój wiek, to powinienem coś dostać w nagrodę, nie sądzisz?-zaczął nisko, z dziwnym uśmiechem. Sięgnął po półlitrową butelkę Jacka Danielsa, otworzył ją i upił kilka łyków, opierając się bokiem o ścianę. Rzucił kilka banknotów na ladę i skierował swój wzrok na mnie.
-Nie jestem zainteresowana...-burknęłam cicho, zgarniając banknoty i wciskając je szybkim ruchem do kasy.
-Nie oszukujmy się, widzę jak Ci się oczy świecą...Chantell...-mruknął niskim głosem, świdrując mnie swoim ciężkim wzrokiem. Upił ponownie kilka łyków po czym zaproponował mi alkohol.
-Nie piję, jestem w pracy.-odparłam zbywając, ale go to nawet nie wzruszyło. Mój zdezorientowany wzrok powędrował w stronę zegara, zaraz miałam zamykać...Cholera, czemu nie mogę pracować dłużej? Dlaczego on mnie w pewien sposób krępuje i wywołuje takie śmiesznie nieznane mi uczucie?
-Jasne Maleńka, jesteś w pracy...Rozumiem...-uśmiechnął się i wraz z butelką skierował do wyjścia. Na odchodnym jeszcze strzelił mój wiek..I to dobrze. Odetchnęłam kiedy usłyszałam dzwonek zamykających się drzwi. Podliczyłam pieniądze z kasy, włożyłam je do sejfu schowanego w głębi magazynu, podliczyłam towary sprzedane, zapisałam ubytki w ilości do następnej dostawy, pogasiłam światła, narzuciłam na siebie jeansówkę...Dlaczego ja tak się beznadziejnie ubrałam? Chyba aż za bardzo spieszyłam się do wyjścia, żeby nie iść razem z Leą. Zamknęłam sklep, chowając kluczyki do zapinanej kieszeni, chwilę potem poczułam jakiś dotyk w talii w akompaniamencie mocnych męskich perfum i alkoholu. Odwróciłam się raptownie, serce zabiło mi z dwa razy mocniej.
-Poczekałem na Ciebie, gdzie taka malutka istotka....
Nikki
-....gdzie taka malutka istotka będzie wracać sama, późną nocą, hmm?-zamruczałem jej praktycznie do ucha, nieco się skulając, bo moje metr osiemdziesiąt pięć przy jej...zaledwie może z metrze pięćdziesiąt osiem to naprawdę dużo. Zauważyłem, że peszy ją moja obecność. No i bardzo dobrze, potrafię nawet sprawić, że zaraz odda mi się za pierwszym, lepszym rogiem.
-Dałabym sobie radę sama.-mruknęła i mnie wyprzedziła, idąc przed siebie. Zaśmiałem się pod nosem.
-Kochana, nie biegnij tak, bo się jeszcze wywrócisz na tych swoich krótkich nóżkach!-wiem, śmiałem się chamsko jak jakiś ostatni debil, ale już w ostateczności ściągnąłem swoją ramoneskę i znienacka otuliłem jej ramiona. Kurwa, Sixx, co z Ciebie ostatnio taki gentleman? Blondyneczka zwolniła jakoś o dziwo i teraz szła obok mnie. Dopiłem Danielsa do końca i rzuciłem butelkę na chodnik, tak, że rozbiła się o ziemie z należytym hukiem. Mojej towarzyszce chyba to się nie spodobało, bo zaraz warknęła tym swoim śmiesznym, słodkim głosem.
-Boże, zero kultury! Aż wstyd z Tobą iść! I puść mnie!
A ja uparcie obejmowałem ją w talii od momentu, kiedy się tak bulwersowała. Śmieszyła mnie, nie powiem, że nie. I tak sobie myślałem, że mi się serio spodobała. Zajebista jest, jak na taką młodą. Ciekawo czy jest czysta...A chuj, Sixx nie myśl o tym teraz, nie czas i nie pora. Nie chcesz potem w kiciu siedzieć za nią, nie? Chyba, żeby sama chciała to już co innego. Ale to za jakiś czas, bo nikt nie odmawia Sixxowi. Po prostu tego się, kurwa, nie robi. Chantell niemalże wbiegła do jakieś klatki, w sumie z dwie przecznice od ulicy Clarka, gdzie mieliśmy swój własny burdel. Blisko mieszka, to na plus dla niej. Poczłapałem się za nią, obserwując kiwające się biodra dziewczyny, gdy szła po schodach. Aż zaczął się budzić we mnie męski zew.
-Nie jesteś gościem, na krzywy ryj obcych do domu nie wpuszczam...-mruknęła cicho, przekręcając kluczem z brelokami, zamek w drzwiach. Kiedy tylko je uchyliła, wepchnąłem ją do mieszkania.
-Wygrałem naszą małą zgadywankę. Coś mi się należy..-bardziej oznajmiłem jej niskim tonem nie znoszącym sprzeciwu i docisnąłem jej plecy do ściany. Nie mocno, ale na tyle, by pokazać jej z kim ma do czynienia. Bo Nikki Sixx, to nie byle kto, jasne?
-Nic Ci się kurwa nie należy, myślisz, że jak brzdękasz sobie w zespole to możesz wszystko?!- chyba Chantell mi się zdenerwowała, ale o dziwo nie chciała się wyswobodzić.
-Nie, wcale tak nie myślę, bo tak jest, Mała.-mruknąłem jej wprost do ucha, które potem delikatnie przygryzłem. Muszę przyznać, że gdybym mógł, bo bardzo chciałem ale to już inna kwestia, to rzucił bym ją od razu na łóżko i rozebrał. Tymczasem jedynie wpiłem się w jej usta, które zaraz rozchyliła, jak na rozkaz, a dłonią pojechałem wzdłuż jej talii, zdecydowanie aż do pośladka, za który ścisnąłem. Mruknąłem seksownie i odsunąłem się od niej, zostawiając ją w wielkim szoku przy ścianie.
-Dobranoc.-zaśmiałem się i puściłem w jej stronę oczko.
Witaj Chantell.
OdpowiedzUsuńWłasnie nadciągnęła zagłada i masz u siebie najgorszego czytelnika na całym blogspocie. Tak, tak, przed państwem - Faith. ;_____; Moje beznadziejne komentarze będą teraz gościć i u Ciebie, tak, to wielka zagłada. Dla zdrowia. I życia też...
Podoba mi się początek. Motley Crue i dziewczyny, tak typowo jak na Sunset Strip powinno być, dlatego kocham Cię. Ciekawi mnie w ogóle cała postać Nikki'ego, wiesz? Po prostu, tak jakoś... Nigdy go nie lubię. A tu nie jest najgorszy, nawet chyba zaczęłam go darzyć sympatią, wiesz? I tak jakoś chcę, żeby jednak pomiędzy nim a Chantell coś było.
A jeśli chodzi o Leannę to jak na razie nic nie powiem, bo osądzić jej jeszcze nie mogę, a nie chcę gadać czegoś co potem mogłoby się zmienić.
Także, ja czekam na następny!
Jejku, jakże mi miło, miód na moje uszy i serce, Kochana! Oooo, jaka wylewność, no po prostu piękne. Zagłada? Raczej ratunek, żeby cokolwiek stukać w tą klawiaturę. Naprawdę? Dzięki mnie?! No to teraz już w ogóle, kupiłaś mnie po prostu! To już moja w tym działka, żebyś jeszcze bardziej darzyła go sympatią~!
UsuńŚciskam i całuję!
I tak się teraz zastanawiam czy napisałam tu komentarz, czy nie...
OdpowiedzUsuńWybacz, że na początku mojego komentarza zwrócę uwagę najpierw na Faith, ale pieprzy głupoty, bo to ja jestem najgorszym czytelnikiem na blogspocie, sory kochana xddd
OdpowiedzUsuńDroga Chantell, co ja ci mogę powiedzieć o twoim opowiadaniu? Zapowiada się naprawdę ciekawie. Lea mnie trochę wkurwia, tak kojarzy mi się z pustą lalą, za to Chantell mi podpasowała - taka mała buntowniczka. I razem z Nikkim tworzą taką ładną parę, pomimo tego, że nią jeszcze nie są, ale to taki mały szczegół XD Ogólnie Nikki też mi się tutaj spodobał, może dlatego, że lubię też takich facetów, przynajmniej w fanfikach XDD
Weny! <3
M.
Dobry wieczór, panie i panowie. To szczęście gościć tutaj. Pora na rock and rolla.
OdpowiedzUsuńA teraz posłuchaj. Zaraz na początku powiem tak – BŁAGAM wyjustuj tekst i zrób akapity! Na razie o to Cię proszę. Widzę też parę błędów typu ‘Stawiamy spację po myślnikach’ itp. Ale nie będę Cię tu tylko opierdalać, bo po cóż? Jeszcze przyjdzie na to czas xD
Na Twojego bloga trafiłam w sumie przez mojego. Weszłam w obserwatorów i proszę. Wgl czytasz je? Ciekawi mnie to, bo jak tak to nigdy nie napisałaś czy jest fajne czy ssie po całości. Heh. Dobra. Nieważne.
Zaczynamy od Chantell. Na wstępie spytam – skąd wzięłaś to imię? I nie. Nie patrzyłam na zakładkę z bohaterami. Ładnie piszesz. Tak płynnie i prosto. Bez zbędnych opisów czy innych pierdolonych ubarwień, których na innych blogach jest w pizdu i trochę. Dziękuję za to, że ich tu nie ma! I od razu widzę przechodzimy do sedna – Tommy. Idealny to on raczej jako partner nie jest, raczej kumpel do picia, bo kto wie, że Lee jest damskim bokserem? No, kto kurwa? Podnieść te pierdolone łapy do góry! Hah! Trudno. Po za tym uwielbiam dziada. Te jego uśmiechy na psychodeliczną Baby Jagę xD Ej, chwila! Że niby czarny kolor włosów ssie?! A pierdol się! Perry kocha swoje włosy! Ale w sumie punkty za asertywność, gościówko. Nie każda dupeczka ma wylane na taką muzykę ;D Congratulations, bitch!
No, to teraz Tommy. Cóż. Jedyne co mnie jak na razie przyciągnęło, to ostatnie zdanie ‘Aż zrobię pierdoloną lalkę voodoo i będę ją czcił codziennie wieczorem, żeby ta dupcia mu odmówiła, to zejdzie mi chłopina na ziemie.’ Duff fuck, Lee?! XD Bracie! Co Ty odpierdalasz najlepszego?! HAAHA Ale Nikki jakiś taki rozlazły, stary pierdziel. No, niby jest tu taki jak wszędzie, ale coś mi nie leży. Nieważne! Kurwa! Nieważne! Więcej Tommy’ego! Ale Lee skurwiela i popierdoleń ca, a nie zapatrzonego gostka w dupeczce xD No, halo! No, ale znowu Sixx. Kurwa. Teraz to Ci wszystkiego nie skomentuję, bo muszę spadać, ale następnym razem się postaram, żeby wszystko było ogarnięte. Podsumowując, Sixx jak zwykle jest chujem i wyrywa dupeczki za młode dla niego, ale nic to! xD Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Jak na razie nie oceniam postaci, bo zwyczajnie jest ich za mało, żeby więcej o nich mówić. W każdym razie… Perry approves i czeka na jakąś pierdoloną jadkę, żeby krew sikała po ekranie. Db, serio koniec. Zamknij się, Perry i idź sobie! To narciarz, piękna!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńEj, napisałam ten komentarz czy nie? da fak?
OdpowiedzUsuńCześć Chantell!
OdpowiedzUsuńTutaj Michelle. ( Pamiętasz mnie zapewne jako jedną z współzałożycielek bloga o nazwie "Road To California. Living After Midnight")
Przychodzę do Ciebie ze złą i dobrą wiadomością.
Zła: nie będę już brała udziału w dalszym życiu "Road To California...". Prawda jest taka, że nie wiem, czy ten blog ma wgl jeszcze przyszłość. ;)
Dobra: Wraz z koleżanką założyłam bloga który będzie częściową kontynuacją historii Michelle i Emily.
Szczegóły u Nas, a niżej link do Nas. :D
http://californiassounds.blogspot.com/2015/02/prolog.html
~Michelle.